:: agrest.ownlog.com

[262]


Link 06.01.2014 :: 00:11 Komentuj (4)


Dużo ciekawych rzeczy się widzi, gdy pracuje się w szpitalu. Bywa śmiesznie, bywa strasznie, ale jeden rodzaj "wydarzeń", których jestem świadkiem, lub nawet uczestnikiem, odciska na mnie największe piętno. Gdy zdrowy dotychczas człowiek dowiaduje się nagle, że ma rozsiany nowotwór. Do szpitala zgłasza się zazwyczaj z powodu osłabienia i wykrytej w rutynowych badaniach krwi niedokrwistości. Czasem przyczyną "wizyty" jest ból brzucha, który jak się okazuje, jest objawem niedrożności spowodowanej przez narastający guz okrężnicy. W badaniu USG u takich pacjentów często widać już "hipoechogeniczne zmiany ogniskowe" w wątrobie - przerzuty. W podobnej sytuacji są ludzie z guzami w płucach ("przecież to był tylko kaszel"), tętniaki aorty czekające tylko, żeby pęknąć ("ale mnie nic nie boli").

To są ludzie, do których nagle dociera (bo niby wiedzieli cały czas, ale dopiero teraz rozumieją), że ich czas się kończy w zastraszającym tempie. Czego nie rozumieją natomiast, to to że tak było cały czas. Od samego urodzenia zmierzamy do śmierci, bez żadnej gwarancji że nie nastąpi ona zaraz, teraz. Nie ma pewności przeżycia następnego roku, nigdy - można mówić tylko o prawdopodobieństwie.

Tymczasem życie przemyka przed nosem. U sąsiadów słyszę kłótnie o kolor zasłon, w autobusach rozpalone dyskusje o rzeczach, które ciężko uznać za warte choćby sekundy uwagi. Poza tym - wszystko co dobre, odkładane na później, to później którego nie ma, nie będzie i nigdy nie było. Czasem można odnieść wrażenie, że całą cywilizację zbudowaliśmy po to, żeby tylko odwrócić uwagę od bolesnej prawdy, że innej chwili niż ta teraz już nigdy nie będzie i wypadałoby wyjść się z nią zmierzyć, jaka by ona nie była, bo tylko ona jest prawdziwa.

[261]


Link 25.11.2013 :: 22:48 Komentuj (4)


Nie mieszkamy, w skali globalnej, w jakimś strasznie zapuszczonym kraju. Może to wielu zaskoczy, ale posiadanie stale dostępnej, czystej, pitnej wody jest niezłym luksusem na tej planecie. Mamy też szpitale, apteki. Nie ma co narzekać. Nie ma co narzekać. Nie ma co narzekać.

Posrany ten kraj, ta Polska. Jak sto pięćdziesiąt.

[260]


Link 25.10.2013 :: 19:50 Komentuj (3)


Pierwszy miesiąc w szpitalu prawie minął. Za mną m. in. dwa tygodnie na SORze. Działo się tam sporo, ale nie chce mi się pisać. Miło, że przechodzę powoli (ale skutecznie) z suchej teorii do praktyki. Nabrałem ogłady i większej praktyki w zakresie umiejętności wybitnie podstawowych, niekoniecznie lekarskich (sporządzanie kroplówek, wkłucia, zastrzyki). Coraz lepiej ogarniam EKG. Ktoś zapyta "Jak to? Lekarz dopiero ogarnia EKG po studiach?". Tak właśnie, dopiero po studiach bo: a) to jest zajebiście niełatwe, żeby celnie zinterpretować patologiczne EKG b) program studiów jest dupiaty c) tak po prostu jest - deal with it. Z uporem maniaka analizuję też każde zdjęcie rentgenowskie jakie dostanie się w moje ręce. Gdy tylko mogę, oglądam jak ktoś robi USG, jeśli jest okazja sam chwytam za głowicę. Słucham serc, słucham płuc i tego co mówią pacjenci też (żeby nie było).

Do szpitala, przychodzę na 7:25, wychodzę o 15:00, a około dwa razy w tygodniu o 20:00. Dojazd z mojej wiochy zajmuje mi godzinę w jedną stronę. Po powrocie do domu staram się jeszcze coś przeczytać, bo... "ars longa, vita brevis". W październiku wyjdzie mi ponad 200 godzin w pracy. Nie bardzo jest czas na cokolwiek innego, chyba że w weekendy. Zarabiam prawdopodobnie mniej niż portier, hehe, ale na razie uznaję, że wypłata jest adekwatna do umiejętności. Na razie.

Od czterech dni stażuję na Internie. Dzisiaj ku memu zaskoczeniu dostałem swoją salę. Tylko trzy panie, ale zanim ogarnąłem ich historię chorób, to trochę minęło. Dobrze byłoby gdybym musiał się skupić jedynie na ich chorobach, dalszej diagnostyce i leczeniu, ale prawda jest taka, że póki co, to nadzoruje ordynator, a ja muszę się skupić na nauce komputerowego systemu szpitalnego, papierologii, zwyczajów pracowych, tego gdzie i do kogo z jakim druczkiem. Bo dupa od internisty różni się tym, że zużywa mniej papieru.

Niedawno byłem też w Wiedniu na szybkie zwiedzanko i imprezkę. Pogoda dopisała, Wiedeń jest piękny i z kranu leci tam źródlana woda. Serio. Od tego czasu żyję myślą, że pojadę zrobić specjalizację do Niemiec tylko po to, aby zatrudnić się i zamieszkać potem w Wiedniu (gdzie po stażu specki raczej zrobić nie będę mógł). Biorąc pod uwagę jakie mam szanse w Polsce na zostanie radiologiem (póki co mój wiodący pomysł na przyszłość) i z drugiej strony to, jakie mam szanse na ofertę pracy w Nadrenii-Westfalii, może się okazać że germańska opcja zwycięży.

No ale to jeszcze nie teraz. Tyle na dzisiaj.



[259] w poszukiwaniu momentów, gdy czuję się lekarzem: odcinek 1


Link 01.10.2013 :: 20:46 Komentuj (9)


Wyrobiłem sobie pieczątkę. Napis "lekarz" widniejący nad numerem prawa wykonywania zawodu, a pod moim nazwiskiem, uświadomił mi, iż shit just got real. Pielęgniarki mówią mi "doktorze", w kadrach mówią mi "doktorze", nawet w domu mówią mi "doktorze". Gówno umiem, wiem niewiele więcej, ale muszę jakoś sobie zasłużyć na to niezasłużone tytułowanie, także po dzisiejszym dniu wprowadzającym, jutro rozpoczynam podbój Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Czas zahartować się w bojach i zapoznać z realiami, bo za trzy tygodnie interna, a tam ponoć już Szkoła Lekarskiego Życia.

[258]


Link 28.09.2013 :: 20:39 Komentuj (3)


Neuroanatomowie podzielili sobie mózg na różne części, według różnych kryteriów. Zaklasyfikowali pewne partie mózgowia do tworu nazwanego węchomózgowiem. W węchomózgowiu sąsiadują ze sobą m. in. opuszka węchowa, zaangażowana w percepcję bodźców węchowych, i elementy kory mózgowej związane z funkcjami pamięci. Niektórzy badacze sugerowali, że to że tak dobrze zapamiętujemy zapachy jest właśnie skutkiem tego ścisłego sąsiedztwa. Rzekomo dlatego też, po poczuciu pewnych zapachów, mogą nasuwać się nam przeróżne wspomnienia.

Nie tak znowu dawno obracałem się w bliskim towarzystwie pewnej niewiasty. Na tyle bliskim, że - jak to czasem bywa - nawdychałem się jej perfum. Były dość mocne, ale wciąż kobiece. bardzo charakterystyczne.

Jeszcze bardziej "nie tak znowu dawno", poczułem bardzo podobny aromat. Nieco bardziej syntetyczny, ale i tak zadziwiająco podobny. Miał taką charakterystykę, jakby ktoś kiedyś próbował skopiować oryginał perfum, w miarę tanim kosztem, i puścić na rynek jako podróbę. Zapach był na tyle podobny, że uruchomił pamięć. Obrazy zaczęły się powoli materializować na ekranie pamięci. Dołączały do nich strzępki rozmów i inne odczucia cenestetyczne. Cóż miało taką woń - zapytacie. Akurat byłem w trakcie mycia kibla i to Domestos miał taką woń.

[257]


Link 14.09.2013 :: 15:03 Komentuj (4)


Nie wiem kiedy przyjdzie definitywny moment, kiedy poczuję się lekarzem. Nie ma jednego, jasno określonego punktu w którym czuć, że to właśnie teraz, a nie kiedy indziej. Ostatni egzamin - to tylko skończenie studiów. Dyplomatorium - będzie w momencie gdy już dobry miesiąc będę pracował w szpitalu. Uroczystość w Izbie Lekarskiej mogłaby być takim momentem, ale nie każdy na nią przyszedł, wielu było na wakacjach i zdecydowało się na wręczenie "Izbowych" papierów drogą pocztową. Poza tym jak poczuć się lekarzem, gdy wręczają "OGRANICZONE prawo do wykonywania zawodu"? Osobiste poczucie bycia kimś to jedno, ale tutaj nawet ciężko uzasadnić jakiś formalnie ustalony punkt.

Kiedy poczuję, to zrobię imprezkę. W Izbie Lekarskiej potraktowano nas patosem, był nawet przyzwoity poczęstunek po części oficjalnej. Chętnie bym się tym wszystkim napawał, gdybym wiedział, że za gestami idą czyny. A w opiece zdrowotnej, jest tak jak prawie wszędzie w Polsce. Dziko i nie wiadomo czego się spodziewać.

Rosną we mnie, i tak dotychczas niemałe, nastroje buntownicze. Chciałbym mieć w nosie politykę i nie musieć interesować się zawiłościami finansów publicznych, ale one już dawno nie pukają do mych drzwi, tylko rozwaliły się na kanapie i wrzuciły nogi na stół. Tu podatek, tam składeczka, tu zmiana przepisów, tam nowe obostrzenia. W stadzie owiec idących pod przymusem do strzyżenia, ja należę do tych czarnych. Ale wydaje mi się, że czuć klimat zmian. Oby takich na lepsze.

Kończę czytać "Atlas Zbuntowany" Ayn Rand. Niesamowite, że można książkę jednocześnie uwielbiać i uważać, że ma słabą fabułę. Idee zawarte w książce - ultraistotne. Niektóre monologi poruszają kwestie tak bardzo aktualne dzisiaj, jak nigdy. Fabuła natomiast... mydlana opera. Bohaterowie płascy jak kartka, ciężko się z nimi identyfikować. No ale to jest książka o ideałach, tym do czego trzeba dążyć nawet jeśli się tego nie osiągnie i o pięknie bycia wolnym człowiekiem. Nie o ułomności człowieka, tylko o jego ogromnej wartości. Taka bajka do zagrzewania do walki o lepsze jutro.

[256] słuchać, a słyszeć


Link 16.08.2013 :: 19:15 Komentuj (5)


Album "Are You Dead Yet?" fińskiego skłądu Children of Bodom (BTW - nazwa ma iście mroczną genezę) został przeze mnie przesłuchany co najmniej kilka razy. Tytułowy kawałek wpadł w ucho, reszta jakoś niezbyt... i o albumie zapomniałem. Zrzuciłem poprzednie płyty Finów na telefon i posłuchiwałem od czasu do czasu, na "Are You Dead Yet?" stawiając krzyżyk.

Jakiś czas temu puściłem sobie ten album, tak żeby coś żywszego leciało gdy sprzątam pokój. Pomyślałem, że dam mu jeszcze jedną szansę. I nagle jakby muzyczne niebiosa (chociaż biorąc pod uwagę muzykę, to może raczej piekła) otwarły się. To chyba najlepsza płyta Children of Bodom! Jak mogłem tego nie zauważyć? Thrashowe riffy poprzerywane melodyjnymi, ultrachwytliwymi wstawkami, bezpardonowy wokal, klimatyczne klawisze i moc ostrzału z katiuszy. Solówki, harmonie - to co tygrysy lubią najbardziej. Pierwsza połowa płyty świetna, druga genialna.

... no i ten cover "Oops I did it again" Britney Spears. Perełka.

W głowie czają mi się nastroje rewolucyjne, ruszyłbym się gdzieś, zrobiłbym coś epickiego. Niedługo spożytkuję chęć do działania - za tydzień czterodniowa robota w pociągowej drodze na Hel i z powrotem.



[255]


Link 12.08.2013 :: 16:42 Komentuj (6)


Zgromadziłem materiały potrzebne do nauki, przejrzałem testy z poprzednich egzaminów. Ilość materiału do przerobienia jest przytłaczająca. Nie dość, że muszę przerobić tematy stricte medyczne, to jeszcze muszę przyswoić przepisy związane z orzecznictwem, ZUS'em, prawem medycznym i coś czego nienawidzę - zagadnienia z promocji zdrowia.

Współdzielę ostatnio mieszkanie z telewizorem, więc czasem spojrzę co akurat sygnał satelitarny oferuje. Niesamowite jest to, że kanały liczone są już w setkach, a w większości graniczącej z całością przypadków, w danym czasie, nie leci NIC interesującego. A oglądanie telewizji informacyjnych coraz bardziej przypomina Onion News, albo sceny rodem ze słynnych antyutopii.

Na szczęście jest internet, a w nim dobre seriale i filmy. W najnowszym odcinku "Breaking Bad" jeden z drugoplanowych bohaterów ujawniał swoją rozkminę, na temat teleportacji. Bo teleportacja, wg chyba najzasadniejszeto rozumienia, polegać ma na rozbiciu przedmiotu na pojedyncze cząstki/atomy i zespoleniu innych na ich wzór gdzieś indziej. Czyli możliwe, że Kapitan Kirk zmarł przy pierwszej teleportacji, a potem umierały kolejne jego kopie. Ale nie potrzeba teleportacji, by skumać, że "nie wchodzi się nigdy dwa razy do tej samej rzeki".

Od kiedy jako bobas zjadłem pierwszą kaszkę, której atomy po części weszły w skład mojego organizmu, zjadłem mnóstwo innych rzeczy. Część atomów złuszczyła się ze mnie, lub wydaliłem je w jakiś mniej lub bardziej elegancki sposób. Z każdą chwilą odrobinę umieram i odrobinę się rodzę. Albo właściwie nigdy nie żyłem. No ale z uporem maniaka brnę w tą iluzję dalej. Ale jak już raz się zobaczy jak magik to robi, że królik pojawia się w kapeluszu, to ciężko spojrzeć na występ tak samo. Czasem chcę, żeby coś we mnie wreszcie pękło i żebym mógł w pełni potraktować życie jako fascynujący świadomy sen, którym przecież jest. A nie konieczność, na którą składają się małe konieczności, z mniejszymi przerwami na właściwe spojrzenie.



[254]


Link 25.07.2013 :: 19:34 Komentuj (6)


Wolne. Coraz liczniejsze dni stają w szeregu obok siebie, identyczne jak klony z Gwiezdnych Wojen. Mogłyby zlać się ze sobą. Ilość drobnych fluktuacji między nimi wystarczyłaby na wypełnienie góra dwóch dni, reszta zdarzeń pokryłaby się jak dwie dyszki z Mieszkiem oglądane pod światło. Siedzę na wiosce, a wioska chce mnie zamilczeć na śmierć. Od czasu do czasu tylko rozedrze się nieznośnie, odgłosem samochodów jadących główną szosą, z niedozwoloną prędkością.

Gitara nie sprawia mi szczególnej frajdy. Książka którą czytałem zaczęła robić się męcząca, a fabuła infantylna. Nie pozostaje mi nic innego, jak znowu siąść do nauki.

[253]


Link 09.07.2013 :: 20:23 Komentuj (4)


Dzisiaj będzie wpis jakich tutaj mało.

Randki są w dechę. Dechą można przez łeb dostać.
Kiedy po jednej stronie pojawiają się wątpliwości co do sensu dalszych spotkań, zaczyna się prawdziwy dramat. Walka ze samym sobą - o odpowiedzi. Czy wątpliwości są zasadne? Czy to się może udać? Czy sama chęć stawiania takich pytań nie jest już odpowiedzią? Dlaczego do cholery druga strona nie zdradza oznak wątpliwości?

Jeśli będę musiał drugi raz tego lata zabić dobrze zapowiadającą się znajomość, to będę bardzo zły, smutny i pewnie pójdę się upić. A potem mnie ktoś powinien pobić i opluć za wybrzydzanie.

Ale może po prostu za dużo myślę.

***

Wznowiłem lekturę "Atlas Shrugged" pani Ayn Rand. Epickie dzieło, przerośnięte na wskroś filozofią autorki. Niektórzy mówią, że prostacka i banalna w swym wydźwięku, ale chyba tylko tak prostacka i banalna, jak prostacka i banalna jest logika.

Archiwum

2015
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
2013
2012
2011
2010
2009

Kategorie

Deutschland(9)
Współlokatorzy(6)
Poligon(1)

Linki

lucciola
swojanka
donpepego
kiszczaksattack
Blog o zakręcie
Mloda lekarka
Kliniczny blog
Ostry Dyżur
Adept Sztuki
Szpitalne Życie
Abnegat
Dochtor Jot
pobaw sie w House'a
Gary Weber, Ph. D.
TED
prof. Pluskiewicz
monik!
W Madrycie
gwiazdowski
moja zupa



Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl