:: agrest.ownlog.com

[15] znaj łaskę pana


Link 04.01.2010 :: 14:20 Komentuj (2)


Jeśli miałbym szukać instytucji, której zarządzający mają bardzo dobre samopoczucie, na pewno zahaczyłbym o Spółdzielczą Kasę Oszczędnościowo-Kredytową "Boże Dary".

[16] Syndrom Trzeciego Roku - szczególny rodzaj hipochondrii


Link 08.01.2010 :: 16:46 Komentuj (6)


Dzień wykładów z onkologii i patomorfologii, a potem prelekcja z zapaleń układu pokarmowego powodują, że człowiek ma ochotę jedynie położyć się pod rezonans i pójść na gastroskopię i kolonoskopię (najlepiej za jednym rzutem).

Syndrom syndromem, ale na poważnie - większe przywiązanie do profilaktyki i rutynowych badań oszczędziłoby nam chyba więcej niż połowę nieszczęść w życiu (jeśli chodzi o te związane z utratą zdrowia przynajmniej).

Dzieci, jedzcie swoją brukselkę!


PS Są takie dni, kiedy puści sobie człowiek idealny na daną chwilę kawałek i akurat słuchając go tego dnia ma ochotę wyć z rozkoszy. Dziś padło na Apocalyptica - Master of Puppets. Jeden z tych coverów, które stają się osobnym, pełnowartościowym tworem, pomimo bycia coverem absolutnego arcydzieła.

[17] może i z każdym i wszędzie, ale niestety mi za to nie płacą


Link 16.01.2010 :: 18:15 Komentuj (1)


Mam ostatnio taką radochę ze słuchania Slayer'a, że trochę mi wstyd. Przerwy między kawałkami zabójcy wypełniam Megadeth, Annihilatorem, oraz... Stingiem i Bat for Lashes (!?)

Kolega nazwał mnie kiedyś "dziwką muzyczną". Nie zgodziłem się (vide supra).



PS - szukałem dzisiaj przez dobrą minutę kostki gitarowej, którą trzymałem w ustach.

[18] Punkt widzenia kamienia.


Link 19.01.2010 :: 21:25 Komentuj (3)


Zmieniłem to, tamto i siamto. Miało być lepiej. Przez chwilę było. Potem już nie.

Chyba nie ma lepiej, a co za tym idzie - nie ma żadnego gorzej, poza tym co sami tak, czy inaczej opiszemy. Kamień leżący przy brzegu strumienia nie zna pojęcia lepszego jutra, nie zna pojęcia złego dzisiaj. Nie miał po prostu rąk, aby sięgnąć po owoc drzewa poznania dobra i zła. No ale my mamy ręce. Mamy ręce i wykombinowaliśmy sobie apokaliptyczne poniedziałki, zły dojazd do pracy, złamane serca i pęknięte przegrody międzykomorowe. Muzykę od której topnieją twarze, spojrzenia od których miękną nogi, nogi od których miękną spojrzenia.

Bilans tych wszelkich odchyleń od kamiennego braku odchyleń, punktu gdzie dobra i zła nie ma, wypada właśnie w tym punkcie. No ale co to za odkrycie. Żadne - przecież wszystko na tym świecie po dodaniu daje zero. Antymateria też się zaraz pewnie znajdzie, w odpowiedniej ilości. Struna nie może drgać tylko w jedną stronę, bo by nie drgała. Liczą się te przelotne odchylenia, i ich zmienna amplituda i częstotliwość. Wszystko jest jak jedna zajebista kosmiczna symfonia, w jedynej uniwersalnej, obejmującej wszystko tonacji.

Pan Kamień, dumnie niewzruszony będzie być. Dla nas z kolei będą lata tłuste jak kostka smalcu i nietłuste jak psia kostka. Będę zapieprzał te wszystkie lata po tej chorej sinusoidzie. Dziś będę się cieszył, jutro zostanę skopany.

Ale nie szkodzi, naprawdę ok. Nie powinienem mieć żalu. To przecież taka miła przerwa przed ponownym przeistoczeniem się w ropę, osady i kamienie. Grunt żeby nie brać tego zbyt poważnie, to przecież tylko film, bajka, MMORPG.

[19] Sleep my friend and you will see, that dream is my reality [metallica: welcome home (sanitarium)]


Link 21.01.2010 :: 19:24 Komentuj (1)


Wojna atomowa, początek końca cywilizacji, apokaliptyczne obrazy, wszędzie mrok. A. wbiega skryć się do speluny. To taka mordownia, totalna melina. W środku też apokalipsa. Na scenie oświetlony pojedynczym reflektorem siedzę ja, z mikrofonem w dłoni. Jako komik. Siedzę na wysokim taborecie, ubrany w czarną koszulę i czarne spodnie, których zawartość jest jednak niepełna, bo nie mam nóg. Opowiadam dowcipy.

Urzekł mnie ten sen kolegi A.

[20]


Link 24.01.2010 :: 01:00 Komentuj (5)


Czasem przyjdzie mi usiąść na chwilkę tylko z gitarą i pozwiedzać gryf palcami. Z powodu wiecznego wrażenia, że nie mam czasu na naukę nowych kawałków, moje palce rzeźbią same. Jak mi się coś spodoba, nagrywam na jakieś przenośnie urządzenie "byle tego nie zapomnieć i kiedyś do tego wrócić". Mam taki folder na twardym dysku, gdzie gromadzę takie strzępki, strzępy i kilkuminutowe strzępiska kawałków. Riffy, jakieś zagrywki które mi podeszły, czasem kompletne niemalże kawałki wymagające jedynie dopracowania i nagrania jeszcze przez uczciwy sprzęt (który przecież jesienią kupiłem...)

Wczoraj dane było mi pograć na wiośle przy barze w zaprzyjaźnionym (choć krótko istniejącym) pubie. Polecono mi się zastanowić, czy nie chciałbym kameralnego koncertu odstawić. Ale nie czuję się na siłach. Może gdybym posklejał strzępy. Może jak zaliczę immunologię. Może na wiosnę. Może.

Jest tych strzępków już około setki...
ale przecież nic z tych strzępków nie jest wystarczająco dobre, a bycie muzykiem jest dla innych.

Rzygam momentami tą szkołą.

[21] umysł sprośny, ale znośny.


Link 27.01.2010 :: 15:13 Komentuj (6)


Mama narzekała kiedyś, że nie ma w pracy nawet chwili na zjedzenie czegoś.
Ja chciałbym mieć pasjonującą pracę, taką żeby mnie przerwy w pracy nie interesowały.

...i od razu pomyślałem, że lepiej w takim razie nie zostawać ginekologiem.

[22]


Link 30.01.2010 :: 00:07 Komentuj (7)


Ponieważ mam wrażenie, że zasadność każdego przekleństwa w obecnej sytuacji jest stuprocentowa, napiszę nieśmiertelne: dżizas kurwa ja pierdolę.

Wszystko przez jakieś dwa metry opatrunków, szwy i coś jeszcze.
W nosie to mam.

[23] autorski przepis


Link 06.02.2010 :: 19:53 Komentuj (5)


Dzisiaj opracowałem swój własny przepis na danie: Brokuł Smażony na Parze (sic!)
Potrzebujemy: brokuły (ile wlezie), garnek do gotowania na parze i dowolną gitarę.
Przygotowanie: Wstawiamy brokuła tak jak do gotowania na parze i idziemy pograć na gitarze, zapominając o warzywie do momentu gdy smród spalenizny nie zasygnalizuje nam że ów brokuł jest już gotowy. bon appetit!

[24]


Link 07.02.2010 :: 17:48 Komentuj (5)


Pograliśmy dzisiaj z kolegą bardzo. Odkurzyłem jeden zarys kawałka, dałem mu trochę go przeżuć i wypluć po swojemu i słowo daję, zapowiada się fajnie. Melodia prosta, ale chwytliwa. Zdecydowanie wspólna praca w tym wypadku ubogaca. Teraz puszczam sobie Amon Amarth, żeby na chwilę chociaż wyrzucić tą melodię z głowy, bo cały dzień pracy koło niej nastraja mnie wymiotnie. Co za dużo to niezdrowo.

Proces tworzenia jest procesem bolesnym i żmudnym - bo w tym przypadku zacząć jest łatwo, skończyć trudno. Projekt został nagrany, teraz należy go przesłuchać, wyciągnąć to co fajne, pomyśleć jak to skleić i nagrać jeszcze raz. I to wszystko musi być wypełnione przerwami na odpoczynek, coby nie zarzygać się od dłubania przy tym samym w kółko. Potem należy zadbać o maksymalnie, jak na umiejętności i warunki, dobry dźwięk wyjściowego nagrania. No i wypadałoby jakiś tekst ułożyć, bo my nie Sigur Rós żeby śpiewać niestworzonym językiem, albo wyć melodię zwyczajnie.

Dużo nauki mnie czeka jeszcze zanim cokolwiek spełni minimum moich oczekiwań. Choć w porównaniu z mniej lub bardziej profesjonalnymi nagraniami, nasze starania to bida straszna, to jednak jest coś bardzo fajnego w byciu naraz producentem, dźwiękowcem, kompozytorem, tekściarzem, wokalistą, gitarzystą, basistą i... ukulelistą. Programowanie perkusji i klawisze też powoli raczkują, ale jeszcze długo będę zupełnie zielony w tych dwóch sprawach (co nie znaczy że w pozostałych się bardzo od tej zieleni oddalam...).

P.S. no i nie wspomniałem o tym, że nie mamy mikrofonu aby z powietrza logicznie nagrywać (bo to co mam pożyczone mikrofonem nie śmiem nazywać...). To trochę wrzodem na tyłku w tym przypadku jest. Ale do wakacji będzie, taki wyczesany.

[25] sterta bezcelowych narzekań


Link 16.02.2010 :: 22:19 Komentuj (1)


Powrót na zajęcia, wiąże się z pobudkami o 5:30. Dwa razy w tygodniu wstawać będę o tejże godzinie, a wracać do domu grubo, bo ok. 2-3 godziny po dobranocce. W resztę dni na szczęście zdążę na obiad. Ale raczej wtedy jeśli go sobie zrobię. Po powrocie każdego dnia, muszę skubnąć chociaż trochę materiału, w imię dobrych ocen i aby przebrnąć przez kolejny semestr, w imię zdrowia moich przyszłych pacjentów, w imię dobrego wykonywania swojej pracy. Nie chciałbym przecież zasilić i tak już okrutnie licznej rzeszy konowałów.

Ale to nie są warunki dla rozwoju kariery gwiazdy rocka. Pomysły i wstępne nagrania znów odeszły w kąt. Teraz czas na bycie dojrzałym, odpowiedzialnym i generalnie półmartwym.

Poza tym fachowiec dał mi do zrozumienia, że m. in. dzięki ślęczeniu nad książkami mój kręgosłup szyjny to ruina. Na dokładkę dorzucę, że wada wzroku zdaje się pogłębiać o jedną dioptrię na każdy rok akademicki.

Ale przecież to wszystko po to, żeby jutro było lepiej! Tylko, że jutro nie nadchodzi. Obudzę się rano i wciąż będzie... dzisiaj.





[26] enigmatyczna dama


Link 21.02.2010 :: 17:10 Komentuj (5)


Było jak zwykle - kobieta szła w moją stronę, w tym przypadku wychodziła z przejścia podziemnego. Mój wzrok i jej wzrok spotkały się. Jak to zwykle bywa, niezwykle szybko, jakby w obawie przed poparzeniem energią cudzych źrenic, każde z nas ufiksowało wzrok na jakimś naprędce wybranym, neutralnym gruncie. Mój wzrok jednak szybko powrócił, bo okazało się że jednym okiem kobieta wciąż na mnie patrzy. Takiego rozbieżnego zeza miała.

I teraz nie wiem, czy odwróciła wzrok, czy też wręcz przeciwnie. Wolałbym jednak tę pierwszą wersję, bo druga zostawia zbyt duże pole do popisu dla wyobraźni.



w kwestiach muzycznych - "Creeping Death" Metalliki z jakiegoś bootlegu z 1993 roku tak bardzo kopie po tyłku, że aż miło. To "die, die, die..." skandowane przez publikę gdzieś w piątej minucie... czysta energia. Jason dorzucający (a może raczej "dopluwający") swoje pięć groszy do wokalu... on to miał dopiero metalhead'ową postawę. Szkoda że tak dziwnie z nim potem wyszło w tej kapeli.

[27]


Link 06.03.2010 :: 21:13 Komentuj (4)


Miotam się w środku znów. Gdybym był kobietą, zwaliłbym na cykl miesięczny i po sprawie. Ponieważ mam mózg przeładowany poukładanymi byle jak informacjami z zakresu neurofizjologii mógłbym wykombinować jakąś teorię dotyczącą neuroprzekaźników, pory roku etc. Zaraz jednak przypomina mi się dowcip (z tych co mało śmieszne, a bardzo gorzkie, czyli moje ulubione), w którego poincie psychiatra/psycholog mówi do pacjenta, że pacjent nie ma zaniżonego poczucia własnej wartości, tylko pacjent jest do dupy zwyczajnie.

Jest jak jest, bo pozwalam na to żeby tak było. Może to taka gigantyczna forma prokrastynacji.


*shels - kapela odkryta jakiś czas temu doskonale to wszystko swoim brzmieniem podsumowuje. Taka muza, co stoi po środku pustyni z ogromnym talrzem i wysyła pytania w kosmos, na które nikt nie odpowiada. Taka muza co musi się wyryczeć, aż złapię zadyszkę i się uspokoi.

PS nie mogę się powstrzymać... *shels - the conference of the birds, to jest po prostu mistrzostwo świata. i ta trąbka pod koniec. epicko.

[28] dzień w piekle


Link 12.03.2010 :: 19:49 Komentuj (2)


Roześmiani studenci na kardiologii czekający niecierpliwie na koniec zajęć.
Zapatrzeni w sufit pacjenci na kardiologii nie czekający już na nic.

Niemiarowe tętna, płuca zalane płynem. Wykazują cierpliwość, dają się osłuchać, wykonują polecenia. A ja nie zawsze mam siły otworzyć podręcznik, nie zawsze chce mi się uczyć.

Wiem na szczęście, że rozpoznam moment, od którego ciągnięcie tego dalej stanie się dla kogoś niebezpieczne i czas będzie się wycofać w cień. Jeśli taki moment nadejdzie. Na nieszczęście, są i tacy, co ten moment przeoczą, ale z tym nie da się zrobić nic. Tylko mieć szeroko otwarte oczy i nadstawione uszy.


Piekło to nie jest miejsce i to co się w nim dzieje, piekło to stan umysłu.


[29] melodeath


Link 14.03.2010 :: 18:54 Komentuj (3)


...pewien gitarzysta chciał połączyć melodyjność Iron Maiden z dosadnością death metalu. I tak powstały pierwsze płyty szwedzkiego In Flames. Po wielu miesiącach słuchania mogę spokojnie uznać, że nagrania kapeli, te z lat 90-tych zajmują godne miejsce wśród innych zacnych nagrań w moim osobistym "best of the best". Śmiem nawet twierdzić, że In Flames było dla metalu lat 90-tych równie ważne co "Wielka Czwórka" dla ciężkiej muzy lat 80-tych.

Chociaż tak jak czysty thrash metal, melodic death metal nie jest tworem zbyt popularnym, a deathmetalowy wokal niewielu ludzi zniesie (dla nich są jednak takie instrumentalne perełki jak 'Dialogue With the Stars' i 'Man Made God' wspomnianego In Flames).



to by było tyle jeśli chodzi o grafomanię na dziś.

[30] skręt kiszki


Link 17.03.2010 :: 15:52 Komentuj (1)


Jakkolwiek przyczyny mogą być urojone, a problem ze swym urojonym źródłem niespecjalnie zakorzeniony w rzeczywistości, w moim umyśle jest tak realny jak wszystko inne. Umysł kształtuje rzeczywistość, powiedział ktoś. No i w tej mojej rzeczywistości od jakiegoś czasu brnę przez bagno i choć lepsze to niż brnięcie przez np. szambo, które bonusowo może być tak gorące iż grozi ciężkimi poparzeniami, to chętnie zamieniłbym to na spacer po parku. Jaki umysł, taka rzeczywistość, chciałoby się powiedzieć biorąc pod uwagę powyższe.

Mam wrażenie, że z jakiegoś powodu muszę się zawsze pakować w sytuacje które przerastają mnie intelektualnie albo w ogóle generalnie. Jestem chory na nieprzeciętność, ale za ChRL nie będę miał warunków żeby ją osiągnąć. Świadom tego, nie spieszy mi się jednak wycofać, brnę w to bagno chociaż zalewa mi już uszy i oczy, z jakąś nadzieją, że jutro. Jutro się wezmę. Wszystko się zmieni. Będę przykładny i wszystko naprawię.

Potem wychodzi znowu byle jak.

Nikt nie chce takich rzeczy słuchać, albo przynajmniej nie za frajer, więc nie truję nikomu. Zostawiam to żałosne narzekanie w sieci, niech wisi. Za parę lat przeczyta to ktoś inny, czyli ja-ale-nie-ja za parę lat. I wtedy ten ktoś mnie zrozumie i będzie to taka pomoc z opóźnieniem. No bo jak można kogoś docenić po śmierci i dać np. Oscara, to może i poklepać po plecach można kogoś kto już niespecjalnie istnieje.


P.S. i w tym momencie wchodzi muza pokroju Rise Against z płyty "Revolutions Per Minute" - trochę infantylna w tekstach i w swoim punkowym wydźwięku, ale właśnie tego czasem trzeba.

[31] plusy dodatnie


Link 22.03.2010 :: 20:13 Komentuj (5)


Trafi się nieraz taki lekarz-asystent, że aż wstać z wyra rano łatwiej. Zajęcia na kardiologii zdecydowanie na plus.

Album Blackwater Park grupy Opeth też na plus. Kto wie, może przerodzi się to w jakąś głębszą znajomość. Wszystko tu jest - piekielny growl, podwójna stopa i siarczyste gitary, pogmatwane progrockowe rytmy, a z drugiej strony piękne akustyczne dźwieki, czyściutki wokal i klawisze. Miejscami jakby troche przekombinowane, ale innymi miejscami... Ogień.

[32]


Link 26.03.2010 :: 17:20 Komentuj (1)


Prelekcja gigant z elektrokardiografii, której chciałem uniknąć, bo groziła przegrzaniem zwojów mózgowych okazała się być pożywką dla umysłu. I wcale nie taka gigant. Prelegent, pan doktor którego też chciałem uniknąć, okazał się być figurą nad wyraz interesującą. Istny władca EKG. Kardiologia znowu na plus. Niestety najbliższy blok w tej klinice dopiero za parę tygodni... także chwilowo znów droga przez mękę.

A teraz Pilsner Urquell, który jest moim zdecydowanie ulubionym piwem, i Sting. Bo nie zniosę dzisiaj ani pół cięższych klimatów, zarówno w kwestiach muzycznych jak i napojów alkoholowych. "Fields of Gold" rozkleja mnie nieustannie, wydobywa najbardziej ckliwe uczucia, do których czasem wstyd się przyznać.

Wiosna idzie, częściej myślę ciepło.

[33] syndrom trzeciego roku


Link 02.04.2010 :: 17:09 Komentuj (0)


"Syndrom trzeciego roku" to taki szczególnie nasilony rodzaj hipochondrii, która dopada studentów medycyny w okolicach szóstego semestru. Biedny student, którego ów przypadłość dopadnie (ew. dopadłość przypadnie). Jeśli jednak student jest relatywnie rozgarnięty, to z pomocą badania przedmiotowego i badań laboratoryjnych, jest w stanie sobie udowodnić (po pewnym czasie, bo lista chorób może być długa...), że chory nie jest, albo przynajmniej choroba nie jest poważna.
Gorzej jeśli laboratorium zafałszuje wyniki badania biochemicznego krwi.


Ale jak to mówią - "życie..."

[34] Z Cyklu "Rozmowy z Ojcem": Ciepło Rodzinnego Domu


Link 03.04.2010 :: 19:19 Komentuj (3)


- Dzisiaj palimy w piecu starym chlebem
- No wiesz tato, pomyśl o dzieciach z Etiopii.
- Skończyły się.

kurtyna.





(gwoli wyjaśnienia - mamy piekarnię, więc chleba u nas dostatek)

[35] o tym jak obi-wan staje się benem kenobi


Link 07.04.2010 :: 22:23 Komentuj (4)


Przysiągłbym, że kiedyś było jakby więcej twarzy. Po pierwszym semestrze, pamiętam to dobrze, świętowałem w pubie Inferno z ludźmi którzy ostatnimi czasy gdzieś poginęli i wydaje się dziś, że ich już nie ma. Jeszcze wcześniej, w liceum poznawałem mnóstwo dziwnych postaci, przesiadywałem z niektórymi z nich nocami na ławkach tocząc bez skrępowania rozmowy o życiu i śmierci. Większość tych których widuję na uczelni to jakaś inna przestrzeń.

Od listopada mieszkam, jak to się mówi, za miastem. Wyjście na piwo to wyprawa, która kończy się o 22:30, bo wtedy mam ostatni autobus. Powinno się to dobrze odbić na mojej edukacji, ale się nie odbija dobrze. Mnie się za to powoli tym wszystkim odbija. Jeśli nawet dotrę do pubu, to albo narzekam, albo milczę. Jestem zmierzły, marudny, smutny i przybity.

Oddalamy się od samych siebie i od siebie nawzajem. Widzę to po dziewczynach z wydziału - coraz więcej starannie umalowanych, przykładnie ubranych, na gustownych obcasikach. Chłopcy też coraz częściej wbijają się w marynarki, przywdziewają błyszczące buty i czasem nawet używają tych okropnych skórzanych teczek-walizeczek. Chcą być mądrzy, sumienni i wyważeni. Nie wiem czy są sobą. Szczerość i otwartość w kontaktach też chyba coraz rzadsza.

Ciekawe kiedy się przystosuję i czy w ogóle. Bo odwrotu nie ma.

Ach no i oczywiście mogę się mylić, a jak.

[36] Awe Man That's Jive Skip


Link 09.04.2010 :: 20:33 Komentuj (3)


Znowu myślałem, że dostanę kapę, a dostałem niekapę. To się robi nudne.

Za to Don Caballero nie jest nigdy nudne. Nie powiem złego słowa na tą kapelę, a zwłaszcza na ich najnowszą płytę, która co prawda brzmi jak jakiś inny (nie wiem jaki) zespół, ale jednak duchowo związana jest ze starym Don Cab'em.

Tego się nie da słuchać. Za często. Rytmy pogmatwane, częste wykorzystywanie dysonansów i wędrówki poza tonację. Ale nie żeby jakaś sztuka dla sztuki... Te gitary rzygają z furii, perkusja dymi i zamiata, a bas jest tłusty jak czołg. Kocham to napięcie, które buduje się fałszywymi niby nutami, które rozwiązując się w końcu dają uczucie... no właśnie, czego? Wibrującej zajebistości?

tutaj pasuje anglojęzyczne określenie facemelting moment

[37]


Link 19.04.2010 :: 16:31 Komentuj (1)


Tak sobie ostatnio siedziałem i myślałem, że może ta cała krytyka materializmu i dążenia do upiększania wszystkiego, czynienia lepszym rzeczy gorszych, biegu do generalnej szczęśliwości i uśmiechu oraz braku cierpień to jeden wielki spisek. Że ta cała filozofia, żeby olać ambicje i cieszyć się tym, że się ma niewiele, to taka pełna obłudy gadka wymyślana przez tych, którzy nie chcą konkurencji, a powtarzana przez innych, którym znowu nie wyszło.

"ależ, nie..." pomyślałem potem. Gdy tylko położę się na trawie, nie trafiając przy tym na gówno albo uwierający w dupę kamień, myśli odpływają sobie razem z chmurkami i wtedy wiem, że to wszystko to tylko jedna wielka zbiorowa halucynacja. Każdy ma swoje wizje, a wszyscyśmy są tak potrzaskani tak, że łojezu.

Za to Ci co przez haluny spoglądają ku nicości pewnie są zdania, że wsio rawno - i Porsche mieć fajnie, wdepnąć w kupę też wesoło i generalnie lepiej być i żyć z tym wszystkim, niż być i nie żyć, albo nie być wcale.




PS. Björk - "It's not up to You" - niby słyszałem wielokrotnie, a odkryłem dopiero teraz.

[38]


Link 21.04.2010 :: 15:16 Komentuj (5)


Babinka rozłożyła parasolkę, ale coś rączki nie umiała wyciągnąć. Pomęczyła się trochę, po czym dała za wygraną i pogłębiając i tak już imponującego garba, z rączką parasola przy uchu podreptała chodnikiem.

Przez moment było to naprawdę arcyzabawne, chociaż wiem że nie było zabawne w ogóle. Ach, i nie żebym się szyderczo śmiał, nie nie. Ja tak tylko, serdecznie. Wiem, że prędzej czy później i mnie dotknie jakaś przypadłość z tej kategorii. Znów.

[39] nieprzesadnie ciepłego dnia, na ścieżce skąpanej w słońcu


Link 23.04.2010 :: 19:09 Komentuj (0)


Po drodze do babci mijałem kwitnące drzewa śliwy mirabelki. Jak to w naszym klimacie, kwitną tylko raz w roku, przez krótki okres czasu. Mając to na uwadze postanowiłem tego nie przegapić.


Przystanąłem i napełniałem płuca miodową wonią.

[40]


Link 24.04.2010 :: 13:26 Komentuj (2)


Tak mi ostatnio przyszło do głowy, że Włóczykij z tą swoją ksywką zrobiłby chyba niezłe zamieszanie w pornobiznesie.

Lubię płytkie myśli, bo nie muszę się martwić czy wchodzę w błoto czy w czysty górski strumień. Ryzyko związane z płycizną jest niewielkie. Głębokich się coraz bardziej boję - coraz częściej okazuję się, że daję nura do bagna. Brakuje mi wypraw po intelektualnych rafach koralowych. Perspektyw na odkrywanie nowych światów, ukrytych w cieniu aż do momentu olśnienia. Mój umysł chyba traci umiejętność myślenia czysto i precyzyjnie. Z braku laku wybieram ostatnio brodzik intelektualny. Boję się że stan ten będzie postępował.

A teraz mam kaca trochę i to już w ogóle jest upadek w otchłań muszli klozetowej. Chociaż w muszli woda jest względnie przejrzysta, także to może niedobre porównanie.

Po namyśle muszę stwierdzić, że płycizny też bywają niebezpieczne - w telewizji mnóstwo ludzi brawurowo skacze na główkę na płycizny intelektualne. Ciągnąc tę metaforę już nieco na siłę, zasugeruję, że może to jest przyczyną tak złej kondycji kręgosłupów moralnych.

[41] z internetu


Link 26.04.2010 :: 18:58 Komentuj (1)



"nie pytaj co państwo może zrobić dla Ciebie - zapytaj czy mogłoby tego nie robić!"



[42]


Link 02.05.2010 :: 18:56 Komentuj (1)


Dziś czuję się tak, że najchętniej bym się urodził na nowo i pociągnął inny los, niż ten którego trzymam się teraz kurczowo. Przydałaby się albo katastrofa godna mojego samopoczucia, albo samopoczucie godne mojej niekatastrofy.

[43] runner's high


Link 04.05.2010 :: 20:44 Komentuj (2)


Naukowcy spierają się co do natury tego fenomenu, ale ja wiem na pewno że gdy ciało już nie może, dusza dodaje mu skrzydeł. Dawno nie biegałem, kondycja zdecydowanie nie ta. Już przy trzecim kilometrze czuję, że się kończę. Ale nie szkodzi, bo zawsze podczas biegu przychodzi chwila w której myślę tylko o następnym oddechu - wtedy na moment umysł jest czysty jak łza.

[44]


Link 06.05.2010 :: 18:47 Komentuj (1)


Pewna pani dr na zajęciach mówiła, że przy tomografii dostaje się dawką promieniowania ok. 1500 razy większą niż w przypadku prześwietlenia klatki piersiowej. A takim aparatem mi ostatnio prześwietlenie robili w przychodni, że się zastanawiam czy iść na tą tomografię na którą podobno mam iść. Może będę mógł sobie dorabiać potem jako lampa uliczna, albo zjawa na jakimś zamku, bez charakteryzacji, z profesjonalną poświatą.

Krew mnie zalewa gdy widzę ten burdel w "służbie zdrowia". Z drugiej strony cieszę się, że wiążę się z nią coraz bardziej - przynajmniej do lekarzy dostęp będę miał nieprzeciętny i pogląd na ich postępowanie ze mną i moimi bliskimi też. A zdrowie - rzecz najważniejsza.

Archiwum

2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009

Kategorie

Deutschland(9)
Współlokatorzy(6)
Poligon(1)

Linki

lucciola
swojanka
donpepego
kiszczaksattack
Blog o zakręcie
Mloda lekarka
Kliniczny blog
Ostry Dyżur
Adept Sztuki
Szpitalne Życie
Abnegat
Dochtor Jot
pobaw sie w House'a
Gary Weber, Ph. D.
TED
prof. Pluskiewicz
monik!
W Madrycie
gwiazdowski
moja zupa



Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl