[253]

Dzisiaj będzie wpis jakich tutaj mało.

Randki są w dechę. Dechą można przez łeb dostać.
Kiedy po jednej stronie pojawiają się wątpliwości co do sensu dalszych spotkań, zaczyna się prawdziwy dramat. Walka ze samym sobą - o odpowiedzi. Czy wątpliwości są zasadne? Czy to się może udać? Czy sama chęć stawiania takich pytań nie jest już odpowiedzią? Dlaczego do cholery druga strona nie zdradza oznak wątpliwości?

Jeśli będę musiał drugi raz tego lata zabić dobrze zapowiadającą się znajomość, to będę bardzo zły, smutny i pewnie pójdę się upić. A potem mnie ktoś powinien pobić i opluć za wybrzydzanie.

Ale może po prostu za dużo myślę.

***

Wznowiłem lekturę "Atlas Shrugged" pani Ayn Rand. Epickie dzieło, przerośnięte na wskroś filozofią autorki. Niektórzy mówią, że prostacka i banalna w swym wydźwięku, ale chyba tylko tak prostacka i banalna, jak prostacka i banalna jest logika.

swojanka 09.08.2013, 08:31

i jak się zakończył dramat "trzeba zabić tę znajomość"?
ile miał aktów*?
i czy były oklaski po**?

*rozpaczy
**policzkach
;)

volver 10.07.2013, 14:12

wątpliwości same w sobie nie są złe, ale jeśli nie ma tej chęci kontynuowania znajomości mimo wszystko, to chyba nie ma sensu się męczyć

donpepego 10.07.2013, 10:30

źle wspominam czasy zbyt słabego już "hurra" u początku każdej drogi, a zbyt słabego jeszcze "spoko, zobaczy się".
niby najwięcej się wtedy porumakowało, ale jakoś bez smaku, własny brak przekonania bruździ najbardziej.

fleur 10.07.2013, 04:51

..przecież sam znasz odpowiedź na te pytania, więc po co się dalej nimi zamęczać? Hm...