[255]

Zgromadziłem materiały potrzebne do nauki, przejrzałem testy z poprzednich egzaminów. Ilość materiału do przerobienia jest przytłaczająca. Nie dość, że muszę przerobić tematy stricte medyczne, to jeszcze muszę przyswoić przepisy związane z orzecznictwem, ZUS'em, prawem medycznym i coś czego nienawidzę - zagadnienia z promocji zdrowia.

Współdzielę ostatnio mieszkanie z telewizorem, więc czasem spojrzę co akurat sygnał satelitarny oferuje. Niesamowite jest to, że kanały liczone są już w setkach, a w większości graniczącej z całością przypadków, w danym czasie, nie leci NIC interesującego. A oglądanie telewizji informacyjnych coraz bardziej przypomina Onion News, albo sceny rodem ze słynnych antyutopii.

Na szczęście jest internet, a w nim dobre seriale i filmy. W najnowszym odcinku "Breaking Bad" jeden z drugoplanowych bohaterów ujawniał swoją rozkminę, na temat teleportacji. Bo teleportacja, wg chyba najzasadniejszeto rozumienia, polegać ma na rozbiciu przedmiotu na pojedyncze cząstki/atomy i zespoleniu innych na ich wzór gdzieś indziej. Czyli możliwe, że Kapitan Kirk zmarł przy pierwszej teleportacji, a potem umierały kolejne jego kopie. Ale nie potrzeba teleportacji, by skumać, że "nie wchodzi się nigdy dwa razy do tej samej rzeki".

Od kiedy jako bobas zjadłem pierwszą kaszkę, której atomy po części weszły w skład mojego organizmu, zjadłem mnóstwo innych rzeczy. Część atomów złuszczyła się ze mnie, lub wydaliłem je w jakiś mniej lub bardziej elegancki sposób. Z każdą chwilą odrobinę umieram i odrobinę się rodzę. Albo właściwie nigdy nie żyłem. No ale z uporem maniaka brnę w tą iluzję dalej. Ale jak już raz się zobaczy jak magik to robi, że królik pojawia się w kapeluszu, to ciężko spojrzeć na występ tak samo. Czasem chcę, żeby coś we mnie wreszcie pękło i żebym mógł w pełni potraktować życie jako fascynujący świadomy sen, którym przecież jest. A nie konieczność, na którą składają się małe konieczności, z mniejszymi przerwami na właściwe spojrzenie.

donpepego 16.08.2013, 14:26

naginając lekko w drugą stronę - znam takich, co do życia których miałbym pewne wątpliwości ;-)

volver 15.08.2013, 13:18

dlatego właśnie nie oglądam telewizji, już od lat i ostentacyjnie nie posiadam telewizora

agrest 15.08.2013, 10:39

Ostatnio sporo szumu było o Pandoravirusie, który ma pełno genów i jest większy niż niejedna bakteria. Ktoś sugerował, że można by go zaliczyć do świata żywych, ale dopóki "to coś" nie wytwarza energii na potrzeby własnych procesów, nie ma samodzielnego metabolizmu, to nie spełnia definicji życia. Bardzo arbitralnej definicji, oczywiście, ale gdyby ją naginać, to by się w końcu okazało że kupka żwiru to też życie ;)

donpepego 14.08.2013, 14:25

ciekawie w tym kontekście wyglądają bakterie i wirusy - jakoś tak zawsze myślę, że bakteria to żyjątko, jeden z uczestników zabawy "żywię się kimś innym, żeby żyć", a wirus to tylko samokopiująca modyfikacja struktury... a jeśli przyjąć, że samokopiująca modyfikacja struktury też jest jakimś bytem? bo czemu nie?..

agrest 13.08.2013, 15:39

ja się tu produkowałem o iluzoryczności ciągłości jednostki np. człowieka w czasie, a nie o jego "bezuczuciowej naturze"

właśnie o to mi chodzi, że wrażenia, uczucie to właściwie jedyna pewna rzeczywistość. i wg mnie nie stoi w żadnej opozycji do zjadania i oddawania naturze. a w niektórych moich "materiałach do nauki" jest więcej uczuć niż w niejednej książce o uczuciach, tylko trzeba umieć patrzeć.

eh, tłumaczenie mojego pisania zajęłoby więcej niż pisanie...

swojanka 12.08.2013, 19:01

widzę problem

więc póki masz czas, który nie musisz poświęcić "materiałom do nauki", poczytaj zwyczajne książki, o uczuciach

nie składamy się tylko z tego co zjemy i oddamy naturze

kto tak myśli - nie żyje, tylko rośnie, dojrzewa i przekwita, czasem wydając na świat owoce, czasem kwiaty, a czasem zjadając muchy i inne brzęczące niekoniecznie owady ;)

ale narobiłeś mi apetytu na kaszkę dziecięcą z kaszki manny i mleka, polanej sokiem - chyba czuję to tak samo jak pepeg kiedy miał ochotę na budyń zwykły, nieudziwniony i dostał go!