[260]

Pierwszy miesiąc w szpitalu prawie minął. Za mną m. in. dwa tygodnie na SORze. Działo się tam sporo, ale nie chce mi się pisać. Miło, że przechodzę powoli (ale skutecznie) z suchej teorii do praktyki. Nabrałem ogłady i większej praktyki w zakresie umiejętności wybitnie podstawowych, niekoniecznie lekarskich (sporządzanie kroplówek, wkłucia, zastrzyki). Coraz lepiej ogarniam EKG. Ktoś zapyta "Jak to? Lekarz dopiero ogarnia EKG po studiach?". Tak właśnie, dopiero po studiach bo: a) to jest zajebiście niełatwe, żeby celnie zinterpretować patologiczne EKG b) program studiów jest dupiaty c) tak po prostu jest - deal with it. Z uporem maniaka analizuję też każde zdjęcie rentgenowskie jakie dostanie się w moje ręce. Gdy tylko mogę, oglądam jak ktoś robi USG, jeśli jest okazja sam chwytam za głowicę. Słucham serc, słucham płuc i tego co mówią pacjenci też (żeby nie było).

Do szpitala, przychodzę na 7:25, wychodzę o 15:00, a około dwa razy w tygodniu o 20:00. Dojazd z mojej wiochy zajmuje mi godzinę w jedną stronę. Po powrocie do domu staram się jeszcze coś przeczytać, bo... "ars longa, vita brevis". W październiku wyjdzie mi ponad 200 godzin w pracy. Nie bardzo jest czas na cokolwiek innego, chyba że w weekendy. Zarabiam prawdopodobnie mniej niż portier, hehe, ale na razie uznaję, że wypłata jest adekwatna do umiejętności. Na razie.

Od czterech dni stażuję na Internie. Dzisiaj ku memu zaskoczeniu dostałem swoją salę. Tylko trzy panie, ale zanim ogarnąłem ich historię chorób, to trochę minęło. Dobrze byłoby gdybym musiał się skupić jedynie na ich chorobach, dalszej diagnostyce i leczeniu, ale prawda jest taka, że póki co, to nadzoruje ordynator, a ja muszę się skupić na nauce komputerowego systemu szpitalnego, papierologii, zwyczajów pracowych, tego gdzie i do kogo z jakim druczkiem. Bo dupa od internisty różni się tym, że zużywa mniej papieru.

Niedawno byłem też w Wiedniu na szybkie zwiedzanko i imprezkę. Pogoda dopisała, Wiedeń jest piękny i z kranu leci tam źródlana woda. Serio. Od tego czasu żyję myślą, że pojadę zrobić specjalizację do Niemiec tylko po to, aby zatrudnić się i zamieszkać potem w Wiedniu (gdzie po stażu specki raczej zrobić nie będę mógł). Biorąc pod uwagę jakie mam szanse w Polsce na zostanie radiologiem (póki co mój wiodący pomysł na przyszłość) i z drugiej strony to, jakie mam szanse na ofertę pracy w Nadrenii-Westfalii, może się okazać że germańska opcja zwycięży.

No ale to jeszcze nie teraz. Tyle na dzisiaj.

swojanka 30.10.2013, 19:37

bo agrest chce pic ze źródła :)

P.S. kiedyś to się jeździło do wód, a teraz tylko do źródeł :x
;)

volver 30.10.2013, 18:21

i to wszystko dla źródlanej wody z kranu? :)

jaskrawa 26.10.2013, 20:23

o nie, mlody, ambitny lekarz i spada do germanskich oprawcow ;)
a nam to chyba pora umierac... ;)